25 kwietnia plac pod Halą Nysa znów tętnił życiem. Już od ósmej rano między stoiskami krążyli pierwsi poszukiwacze skarbów – jedni z kubkiem gorącej kawy w dłoni, inni z torbami gotowymi na niespodziewane znaleziska. Kolejna edycja Pchlego Targu udowodniła, że rzeczy z drugiej ręki mają nie tylko wartość, ale i duszę...
W ciągu zaledwie kilku godzin przestrzeń pod halą zamieniła się w barwną mozaikę przedmiotów i historii. Na stołach piętrzyły się stosy książek z pożółkłymi kartkami, płyty, które pamiętają czasy domowych prywatek, porcelana, zabawki sprzed dekad i drobiazgi, które dziś trudno znaleźć w zwykłych sklepach. Każdy przedmiot miał swoją przeszłość, a sprzedawcy chętnie opowiadali o tym, skąd pochodzi i dlaczego warto dać mu drugie życie.
Nie brakowało stałych bywalców, którzy – jak przyznawali – zaglądają tu przy każdej edycji. – Nigdy nie wiadomo, na co się trafi – mówili z uśmiechem. Dla jednych to sentymentalna podróż do dzieciństwa, dla innych sposób na znalezienie unikatowych elementów wystroju wnętrz. Byli też tacy, którzy przyszli po prostu pospacerować i poczuć atmosferę miejsca, gdzie handel miesza się z rozmową i sąsiedzkim spotkaniem.
Pchli Targ pod Halą Nysa po raz kolejny okazał się czymś więcej niż tylko okazją do kupna i sprzedaży. Kolejna edycja wydarzenia odbędzie się 6 czerwca.





